Skip to content

Jak zachować spokój, skoro wszystkie komórki w mózgu są nerwowe?

Opublikowano w Psychologia

Spokój – stan równowagi psychicznej i wewnętrznej harmonii. Nawet jeśli jesteśmy uzależnieni od adrenaliny, taki stan jest dla większości z nas bardzo pożądany. Od czasu do czasu każdy tęskni za ciszą i błogostanem. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystko należy robić szybciej, mocniej, tym bardziej trzeba nam znaleźć sposób, żeby nie zwariować.

Targety, deadliny, chęć zaspokajania oczekiwań sprawia, że żyje nam się trudniej. Ciągły pęd i tempo życia zdecydowanie nie pomagają. W dobie komunikatorów i portali społecznościowych relacje coraz częściej ograniczają się do wymiany wiadomości na facebooku, a prawdziwa, szczera rozmowa to spory wyczyn. Dysponujemy zaawansowanymi technologiami, ale inteligencja emocjonalna większości z nas pozostaje w epoce kamienia łupanego. Wirtualny świat jest po prostu prostszy i wygodniejszy w użyciu. Nie trzeba okazywać emocji, silić się na wyrozumiałość. Nie widać mimiki, gestów, nie słychać głosu. Albo się zrozumiemy, albo nie. Wykastrowani z umiejętności rozmowy doprowadzamy do konfliktów, które niejednokrotnie mogłyby nie istnieć. Mogłyby… Gdybyśmy nie snuli domysłów, a potrafili do siebie mówić i siebie słuchać. Chcieli siebie rozumieć. Popełniamy podstawowy błąd, psujący harmonię w związkach, przyjaźniach i w pracy – oceniamy, mierząc innych swoją miarą.

Każdy z nas ma swoją historię. Swoją przeszłość i doświadczenia. Ukształtowało nas wiele czynników. Środowisko w jakim wyrośliśmy, przekonania, które nam wpojono, ludzie jacy nas otaczali. To wszystko nam wdrukowano. Lata mijają, kartki się zapisują, a czas robi swoje. Błędnie przyjmujemy, że pewne rzeczy nigdy się nie zmienią i na tym kończy się cała praca nad sobą i nad relacjami. W pewnym sensie mamy niestety racje: W wielu badaniach dowiedziono, że mniej więcej połowa cech osobowości, czy sposobów zachowania uwarunkowanych jest skłonnościami dziedzicznymi, a około połowa czynnikami środowiskowymi. Nie zmienimy przeszłości i tego w jaki sposób nas wychowano. Nie zmienimy czasu i warunków, w których się urodziliśmy. Nie zmienimy naszych genetycznych uwarunkowań. Ale możemy zrobić coś, co mimo wszystko uspokoi nasze nerwy i wprowadzi choć trochę wewnętrznego spokoju do naszego pokręconego świata. Możemy spróbować ZROZUMIEĆ.

Już w 1973 roku amerykański badacz mózgu, P. MacLean, napisał: „W oparciu o badania mózgu, jestem głęboko przekonany, że znaczące rozpowszechnienie wiedzy na temat podstawowych funkcji mózgu i jego wpływu na zachowanie człowieka mogłoby w dużej mierze przyczynić się do tego, by ludzie żyli w większej harmonii ze sobą i całym społeczeństwem”.

Aby móc interpretować i rozumieć zachowanie człowieka stworzył teorię analizy biostrukturalnej, na której oparta jest praca naszego mózgu. Narzędzie to jest w stanie rozróżnić autentyczne zachowania wynikające z genetycznych predyspozycji oraz zachowania wynikające z przyjęcia pewnej roli. Analiza biostrukturalna oparta na teorii trójdzielnego mózgu, wykorzystuje wizualizację w ramach której wiemy jaka część jest w naszym przypadku dominująca. Structogram obrazujący naszą biostrukturę wykorzystuje trzy kolory – zielony, czerwony i niebieski do sklasyfikowania jakim typem osobowości jesteśmy. Skoro wiemy już jak, pytanie – po co?

Próba zrozumienia dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni to podstawa poznania siebie. Istotna jest świadomość tego kim jesteśmy oraz tego kim nigdy nie powinniśmy próbować się stać. Możemy siebie oszukiwać, zmieniać, udawać. Pewne rzeczy jesteśmy w stanie wypracować. O ile nie robimy tym krzywdy sobie lub innym, będzie to dobry kierunek zmian w stronę bycia lepszą wersją siebie. Trzeba jednak wiedzieć gdzie leży granica. Granica między autentycznością a sztucznością. Granica między tym co w zgodzie z nami a tym, czego inni od nas oczekują. Jak powiedział niegdyś Dean Hamer, specjalista z zakresu genetyki zachowania „Nie możemy stać się zupełnie tym, kim byśmy chcieli. Ale możemy stać się tym, kim pozwolą nam być nasze możliwości” Podstawowym kluczem do sukcesu jest zatem zrozumienie zarówno własnych możliwości jak i ograniczeń.

Kolejnym krokiem do osiągnięcia spokoju w relacjach międzyludzkich jest zrozumienie innych. Dlaczego jedni z nas są emocjonalni a inni racjonalni? Dlaczego jedni szybciej myślą niż zrobią, a dla innych podjęcie decyzji bez tabelki w Excelu to jak skok na bungee? Dlaczego jedni stawiają „ja” ponad wszystko inne, zaś drudzy dla innych są w stanie zapomnieć o sobie? Dlaczego jedni nie potrafią żyć bez dążenia do bliskości, a innym do szczęścia potrzebna jest bezpieczna odległość i dystans? Dlaczego jedni są impulsywni i dynamiczni, a inni wyglądają jakby nic nie było w stanie wyprowadzić ich z równowagi, działając zgodnie z planem, spokojnie i konsekwentnie? O ile łatwiej byłoby nam żyć w harmonii ze światem gdybyśmy wiedzieli jakie są między nami różnice… Gdybyśmy mieli świadomość, że jedni potrzebują się wypłakać w rękaw a innych trzeba zostawić w spokoju gdy jest problem. Gdybyśmy mieli świadomość, że inność nie oznacza że ktoś nas nie lubi, nie kocha, bądź nie szanuje. Tylko po prostu – jest inny.

Tu pojawia się ostatni element  – akceptacja. To nie jest łatwe. Całe życie się tego uczymy – o ile oczywiście chcemy. Błędy na tym polu są najlepszymi lekcjami. Mówimy „nigdy”, choć później zmieniamy zdanie. Mówimy „zawsze”, a mimo to robimy wyjątki. Świadomość swoich wad i ograniczeń jest równie ważna jak świadomość  swoich możliwości, wtedy bowiem nie udajemy przed światem ideałów. Nie żądamy też by inni byli „idealni”. Świadomość, że każdy czasem „daje ciała” powoduje, że łatwiej nam opanować nerwy i szybciej wyciągnąć wnioski. Wieczne biczowanie się za błędy z pewnością nie przynosi nam spokoju, tak samo jak obwinianie innych, że nie spełnili naszych oczekiwań. Dlatego tak ważna jest akceptacja.

Bycie innym nie oznacza bycie gorszym, bądź lepszym. Świadomość i zgoda na to pozwoli nam z pewnością uniknąć wielu konfliktów. Zarówno wewnętrznych jak i z innymi, w życiu prywatnym jak i zawodowym. Tym sposobem oszczędzimy sobie nerwów, być może nawet łez, ale przede wszystkim: cennego czasu. Czasu, który możemy wykorzystać na coś znacznie przyjemniejszego – cieszenie się życiem i świętym spokojem, na przekór naszym „nerwowym” komórkom.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Bądź pierwszy! Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *