Skip to content

Wierny sobie człowiek jest bliżej szczęścia.

Opublikowano w Smaki życia

Perfekcyjnie łączy pracę zawodową z pasją. Cudownie ciepła kobieta o optymistycznym usposobieniu. W jej przypadku Mistrzostwo Europy w tańcu towarzyskim było trampoliną do kariery. Wciąż zaskakuje i inspiruje. O sobie, swoich marzeniach i o pomocy bliźnim – Paulina Biernat, tancerka i coach.

Zawsze byłaś taką artystyczną duszą?

Coś w tym jest. Moi rodzice nazywali to pieszczotliwie artystycznym nieogarnięciem. Wesoło ze mną mieli. Cały czas roznosiła mnie energia. Pamiętam, że w dzieciństwie tańczyłam ze wszystkimi drzwiami w domu. Wydaje się to śmieszne, prawda? To proszę sobie wyobrazić jak ciężko było moim rodzicom zdobywać nowe klamki za czasów PRL-u. Nigdy jednak się na mnie nie zdenerwowali.

Byli wyrozumiali?

Im było bliższe takie poukładane życie. Mieli standardowe zawody – pracowali w szkolnictwie. Po pracy natomiast skupiali się na nas. Tworzyli ciepły i bezpieczny dom. Ich świat odbiegał od mojego, jednak zawsze starali się spełniać moje marzenia. Pozwalali mi iść za głosem serca. Poza tym przekazali mi przepiękne wartości. Nauczyli mnie ufać ludziom, pomagać. Pokazali mi, że dobro wraca i warto być życzliwym dla drugiego człowieka.

Jesteś bardzo empatyczna. To Cię nakierowało na psychologię?

Zdecydowałam się na takie studia, ponieważ zawsze myślałam głębiej o człowieku. Zostałam coachem i naprawdę kocham ten zawód. Realizuje się pomagając ludziom. W programie „Para do poprawy” pracowałam z małżeństwami, które oddaliły się od siebie. Ci ludzie otwierali się przede mną, mówili o ciężkich dla nich rzeczach. To było strasznie wzruszające. Wyszłam z tego świata show-biznesu i pomyślałam sobie, że oni są tak prawdziwie piękni. To był bardzo wartościowy program.

Fot. Aneta Lepa

Pomagasz wszystkim bez wyjątku, jednak powtarzasz, że kobiety są Ci najbliższe…

Sama jestem kobietą, dlatego też największe serce mam do płci pięknej. Dzięki moim bliskim robię to, co kocham i wierzę w siebie. Nie każdy miał jednak takie szczęście. Pragnę te dobre idee rozsiewać, zarażać nimi. Może jakaś nastolatka weźmie sobie do serca moje rady, że trzeba podążać za głosem serca albo jakaś kobieta będąca w potrzasku wyjdzie z toksycznego związku.

O co apelujesz do kobiet?

Żeby nie rezygnowały z siebie. Często przychodzą do mnie kobiety, które twierdzą, że przegrały życie. Mówią: kurcze mogłam się tak nie poświęcać. Coś mi w tym życiu umknęło. 

Trzeba być dla siebie dobrym?

Nasze jestestwo jest bardzo ważne. To co robimy w życiu, musi być dla nas istotne. Szczególnie kobiety mają taki problem, że żyją dla innych. Warto walczyć o siebie. Reszta zawsze się jakoś ułoży. Jeżeli komuś na nas zależy, to zrozumie nasze potrzeby. Widzę to po sobie, jak bardzo wyrozumiały jest zakochany mężczyzna. 

O co dokładnie walczyłaś?

Już jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że ubieram sukienki z cekinami i przyczepiam sobie sztuczne rzęsy. Może nie byłam świadoma tego, jak naprawdę wygląda taniec towarzyski, ale ciągnęło mnie do tego. Narodziło się to w moim sercu i mózgu jak miałam 10 lat.

Kto Ci pomógł w tej tanecznej karierze? 

Jeden z nauczycieli w szkole, który mnie wyłowił i powiedział, że będę tańczyć. Jakoś tak w to uwierzyłam, że zajęłam się tym na poważnie. Było to możliwe dzięki moim wspaniałym partnerom tanecznym. Szczęście sprzyjało mi na każdym etapie kariery. Poza tym jestem ogromnie wdzięczna mojej rodzinie – szczególnie moim rodzicom i siostrze. Jeździli ze mną na turnieje w bardzo odległe miejsca, wspierali mnie finansowo. Bliscy byli przy mnie zawsze – przy sukcesie i przy porażce. 

Fot. Aneta Lepa

Co dał Ci taniec?

Taniec ukierunkował moje życie. Zobaczyłam, że jak człowiek jest wierny sobie to, jest bliżej szczęścia. Do tego doszły nowe cele telewizyjne, teatralne, sportowe. Poczułam, że jestem sprawcza. Nauczyłam się wyznaczać sobie cele i je osiągać. Mam takie coś w sobie, wynika to pewnie też z numerologii, że lubię robić rzeczy na dużą skalę. To jest silniejsze ode mnie.

Czerpiesz siłę z działania?

Jestem szczęśliwa, że mogę robić to co kocham.  Czerpię radość z tańca, otoczenia, pracy z ludźmi. Dlatego też postanowiłam zaangażować się w projekt „Inspired by”. Przeprowadzam wywiady z cudownymi i inspirującymi osobami. Traktuję to trochę jak misję społeczną. Pokazuje moim odbiorcom, że droga do sukcesu nie jest usłana różami. Trzeba jednak podejmować odważne decyzje. 

Jaki będzie ten rok?

Ten rok będzie chyba dla mnie największym wyzwaniem. Szykuje się bardzo dużo prestiżowych projektów. Niestety nie mogę o nich mówić. Dowiecie się w odpowiednim momencie. Powiem jednak tajemniczo, że będę dostarczała wielu emocji tańcząc. Bardzo mocno idę również w coaching. Nawet dzisiaj nagrywamy kolejny odcinek „Inspired by”. Ten program będzie zajmował dużą część mojego życia w najbliższym półroczu. Oprócz tego organizuję ze Stefano Terrazzino obóz dla kobiet. Zabierzemy Polki do Sycylii, żeby odkrywały siebie. Już nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, ze ta moja aktywność nie będzie zaprzepaszczona. Nie chcę być w mediach dla samego bywania. Chcę wprowadzać do tego świata coś wartościowego.

Za co podziwiasz kobiety?

Jesteśmy silne, wrażliwe, piękne i czułe zarazem. Znajdujemy w sobie ogromna siłę, gdy musimy zawalczyć o bliskich. Mamy ogromna subtelność, jakiej mężczyźni nawet nie dotykają. To jest coś niesamowicie wyjątkowego. Możemy nosić obcasy, malować się szminką i kusić, a jednocześnie kiedy trzeba zakładamy spodnie i mierzymy się z rzeczywistością. Jestem bardzo dumna z tego, że jestem kobietą i gdybym mogła wybrać jak mam się narodzić, chciałabym się narodzić kobietą.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Bądź pierwszy! Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *