Skip to content

Plissima

Opublikowano w Moda

Wizyta w Plissimie to cofnięcie się do czasów świetności niesamowitej, niespotykanej w sieciówkach plisowanej spódnicy. Sama miałam okazję przymierzyć parę z nich, a to, jak powstają wzbudziło moje zainteresowanie. W rozmowie z Grażyną Neubauer wyjaśnimy skąd pomysł na plisowaną odzież…

Paulina Marwińska: Skąd pomysł na biznes, związany z Plisowaną odzieżą?

Grażyna Neubauer: Pomysł na plisy zrodził się z potrzeby, dość spontaniczne. Po prostu poszukiwałam idealnej plisowanej spódnicy, dla siebie, a asortyment w sieciówkach zwyczajnie mi nie odpowiadał. Moje wymagania były wygórowane, pewnie dlatego, że z dzieciństwa pamiętam plisowane spódnice, które miała moja mama, były one zamawiane w specjalizujących się w plisach pracowniach plisowania. Plisowane spódnice, które oferują sieciówki w niczym nie przypominają tamtych plis, na kole równych, dokładnie wykończonych, postanowiłam więc przywrócić im życie. Jednym z powodów było również to, że w mojej estetyce mody istnieje (podoba podoba mi się) kobieta klasyczna, elegancka, ale w taki niewymuszony, przypadkowy sposób, której strój to nie jest kolejna dresówkowa sukienka na jeden sezon, tylko coś bardziej ponadczasowego. Plisy gwarantują taką stylizację, nie potrzeba nic więcej, wystarczy biały t-shirt i jest się ubranym klasycznie. Zresztą zawsze robiłam to, czego nikt inny wcześniej nie próbował z róznych względów i trudności, jakie były do pokanowania.  Projektowanie mody zawsze mnie pociągało, jako nastolatka nagminnie przerabiałam i szyłam dla siebie ręcznie bluzki, spódniczki. Kiedy już w dorosłości zaczęłam kreować swoją pierwszą plisowaną spódnicę, chciałam ją możliwie  mocno unowocześnić, bawiąc kolorem podszewek i tiulu czy dodając np. kieszenie, co akurat okazało się nie lada wyzwaniem. Do zrobienia z tego biznesu popchnęły mnie też reakcje ludzi, którzy często pytali o pochodzenie mojej spódnicy, zrobiłam kilka na próbę i… zaczęło się. Szyłam na miarę, najpierw dla rodziny i przyjaciół, wkrótce dla znajomych znajomych, aż znalazłam klientów. Podjęłam współpracę z krawcową, która spełniała moje wymagania, znalazłam jeden z najlepszych zakładów plisowania w Europie. Generalnie droga od pomysłu do realizacji była bardzo szybka, choć niekoniecznie łatwa.

Jak wygląda proces plisowania spódnicy? – nie chcę zdradzać konkretniej dostawców tkanin

GN: Bardzo ważny jest wybór materiału. Splot tkaniny musi być perfekcyjny, nie mogą być utkane nierówno – plisa tą nierówność po prostu podkreśli. W kwestii tkanin, współpracuję głównie z jedną zagraniczną firmą, jakość sprawdziłam na plisach. Ich materiały są sezonowe, to jedna z zalet, bo w każdej porze roku jest inna kolorystyka, inny rodzaj materiału. Można powiedzieć, że dostawca motywuje mnie do tego, abym sama nie popadała w rutynę i nieustannie wzbogacała kolekcję. W przypadku spódnic na miarę z kolekcji Classic, należy zdjąć miarę z Klientki, a konkretnie zmierzyć jej pas i biodra i ustalić finalną długość spódnicy, następnie rozrysowujemy na materiale projekt i wykrajamy precyzyjnie dwa półkola. I na tym etap zwykłej, nieplisowanej spódnicy można by zakończyć, te spódnice już są gotowe, jednak w moim przypadku konieczne jest jeszcze plisowanie. Średni czas realizacji zamówienia to osiem tygodni. W plisowaniu używane są formy – wkłada się do nich spódnice i pod wpływem ciepła tworzy trwałą plisę. Oczywiście, można by powiedzieć, że mogłabym użyć do tego żelazka… Ale żelazko nie stworzy trwałych plis! W przypadku tzw. spódnicy z koła proces plisowania przebiega ręcznie. Kiedy spódnica wraca do mnie z zakładu plisowania, bardzo starannie zapakowana, wykańczamy ją dodając pasek, podszewkę i tym podobne elementy.

To ciekawe, sieciówki korzystają z gotowych, uplisowanych już materiałów. Ile czasu trwa przygotowanie całej spódnicy, wiem już, że sam plis to osiem tygodni. – te 8 tygodni to czas z oczekiwaniem w kolejce na plisowanie – samo plisowanie zajmuje niewiele czasu

GN: Nie wszystko da się zrobić z gotowych plis na belce, a najkrótszy czas, jaki poświęciliśmy sukience to 4 tygodnie. To nie czas samego szycia, to można zrobić szybko, choć przymiarki i dopasowanie sukienki nie mogą być na wyścigi. Potrzeba minimum tygodnia na sprowadzenie tkaniny, ale jednak najwięcej czasu pochłania zakład plisowania, bo tam też obowiązuje kolejka.. Proszę sobie wyobrazić, że tam plisują największe firmy odzieżowe z segmentu premium. 100-1000 egzemplarzy jednego rozmiaru. Ja? Jeden unikat. Jak tu się wcisnąć? Czasem się udaje, czasem nie, najdłużej to wspomniany okres około ośmiu tygodni.

Co z rozmiarami i tzw. pogrubianiem? Czy w przypadku spódnic, które nie są szyte na miarę, występuje standardowa europejska rozmiarówka S-L?

GN: Moja podstawowa kolekcja classic nie bazuje sensu stricto na standardowych rozmiarach, oprócz wspomnianej przez ciebie rozmiarówki u mnie istnieją tzw. „międzyrozmiary” SM, ML, LXL. Pogrubianie? Nie, gdy idealnie dobierzemy obwód pasa i wybór padnie na plisy, które zostaną dobrze dobrane do naszej sylwetki. Spódnica kloszowana jest noszona w najwęższym miejscu pasa, talii, ściągnięta niżej deformuje naszą sylwetkę. Rozmiar każdej naszej spódnicy jest konkretny od samego początku, co często w przypadku masowych produkcji bazujących na gotowych plisach i nieprecyzyjnych rozmiarów już na etapie krojenia, później jest regulowane ewentualnymi marszczeniami, co właśnie zdecydowanie nas pogrubia.

Czy to prawda, że plis pogrubia? Spotkałam się z takim stwierdzeniem.

GN: To mit, a raczej wina sieciówek, które oszukują na rozmiarze, o czym wspomniałam wcześniej i tworzą spódnice, które nie pasują do sylwetki. Prawdziwa plisowana spódnica jest doskonale dopasowana do każdej sylwetki. Mamy możliwość wyboru z z szeregu rodzajów plisowań, personalizujemy spódnice tak, by podkreślały odpowiedni atut danej sylwetki oraz poprzez swoją geometrię ukrywała wady. Według mojej opinii im dłuższa plisa, tym jest ona piękniejsza. Plisy w uproszczeniu to linie, dlatego potrafią wszystko wymodelować sylwetkę, mogą dodać kilogramów i je zabrać. Tak jak mówiłam, kluczem jest odpowiednie dobranie ich do sylwetki.

Jak dbać o taką spódnicę co z praniem?

GN: Proszę bardzo. Mogę pokazać swoje dłonie – mam alergię kontaktową i w ogóle nie piorę ręcznie. Spódnic mam sporo. To może dziwić, bardzo często plis sieciówkowych nie można prać, o czym dowiemy się sprawdzając metki. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nie znają pochodzenia gotowo uplisowanych tkanin. Są to przeważnie chińskie zrobione maszynowo plisy, producenci albo podają niską temperaturę albo całkiem zabraniają kontaktu z wodą, żeby przypadkiem nic im się nie stało. Plisy zrobione jak nasze ze sprawdzonego przez nas materiału są piękne nie tylko do pierwszego prania i można je bez stresu prać w 30 stopniach, poplamione nawet w 40, oczywiście, na delikatnym programie dopasowanym do rodzaju tkaniny, ale nie tracimy czasu na pranie ręczne. Spódnice są jakościowo dobre, nie zmienią kształtu. Są utrwalone. Uważamy na wirowanie delikatnych tkanin – minimalne obroty 400 są dopuszczalne, ale jeśli nasza pralka nie ma aż tak niskich obrotów, po prostu nie wirujemy i suszymy ją… pod prysznicem, w wannie, w ogrodzie czy na suszarce. Spódnica nie ma prawa się odkształcić, a stworzona z odpowiednio dobranych tkanin podczas noszenia nie gniecie się poprzek plis!

Nie ukrywajmy, że to spódnica na lata, której nie odłożymy po jednym sezonie. Będziemy ją nosić do znudzenia.

Czy plisy zawsze były w modzie czy powróciły?

GN: Zawsze były, przynajmniej dla mnie, plisy towarzyszyły mi od zawsze – nawet kiedy tańczyłam szyłyśmy suknie plisowane, które tańczyły razem ze mną. Trzeba pamiętać, że nie zbudujemy pięknych, równych plis na kiepskich materiałach z nieznanych źródeł. Dlatego sieciówki przy ustalaniu trendów, odpuszczały wprowadzanie tego typu garderoby, ostatnio największe domy mody mocniej stawiały na plisy, stąd też cała reszta musiała pójść za wszechobecnym trendem plisowania.

Co inspiruje cię do tworzenia kolekcji?

Są kobiety, które mają po 10 spódnic i ciągle im mało! <śmiech> Kolekcja classic nie zmienia się, nie mamy wielkiego pola manewru o wymyślenie czegoś nowego. Możemy manipulować długością, rodzajem plis, tkaniną i jej kolorem. Obserwuję światowe trendy i jak najbardziej się nimi inspiruję. Wielobarwne szyfony, teraz w nowej kolekcji nadrukowane. Najwięcej klientek decyduje się na klasyczne spódnice, które będą w stonowanej barwie i dopasujemy je do wszystkiego. Spódnice nie należą do najtańszych, to pewnie powód. Z czasem klientki chcą jednak zaszaleć, więc wychodzę na przeciw ich oczekiwaniom w trakcie realizacji szycia na miarę.

Przygotowując się do wywiadu, przeglądałam twoją kolekcję, koleżanka zwróciła mi uwagę na bogatą kolekcję dziecięcą, którą zajmujesz się od niedawna.

GN: To był przypadek. Plisowanie nie jest tanie, wykrawałam koła, by stworzyć spódnicę na kole, ale zostawało mi sporo materiału, na początku robiłam z niego spódniczki dla córki, później stwierdziłam, że warto przyodziać w plisy również inne dziewczynki. Pomysł też zrodził się z testów, by nie tracić tkaniny również sprawdzamy zachowanie materiału, tworząc wpierw mini wersję spódnicy. Mnóstwo Pań przychodzi i oczekuje pięknej, tańczącej spódnicy dla córek. Dziewczynki stają wtedy w przymierzalni i kręcą się w kółko, rozbawione tym, jak pięknie spódniczka układa się w ruchu.

Jakie są plany na przyszłość, chcesz otworzyć kolejne showroomy twojej marki Plissima?

GN: Tak, szukam kolejnego miejsca, niekoniecznie w Trójmieście. Wszyscy klienci, którzy chcą to nas znajdują. Wycofałam się ze współpracy z butikami, klientki oglądają tam nasze spódnice, ale jak decydują się na zakup i tak odwiedzają nas. Nikt nie dobierze spódnicy tak dobrze, jak my same, chciałabym podjąć współpracę ze spełniającym moje oczekiwania butikiem w Warszawie lub przeszkolić ludzi, tak by wypuszczali z kolejnego plisowanego miejsca usatysfakcjonowane klientki.

Grażynko, wiem, że współpracujesz z Teatrem Czwarte Miasto. Czy przy pomocy spódnicy można wyrazić artyzm?  Dorotko, jesteś dyrektorem ds. marketingu. Możesz odpowiedzieć mi na to pytanie? 

Dorota Sadowska: to nie jest do końca odpowiedz nie jest na to pytanie, pewnie Dorota przeskoczyła w myśleniu 🙂 dzwoniłam do niej i tak to poprawiłyśmy  – jesli oczywiście można. Oczywiście. Sama nawet dobieram spódnicę do okoliczności. Można się tym bawić. W połączeniu z innymi noszę tylko inne buty i inne bluzki. Niektórzy wtedy myślą, że jestem ubrana w zupełnie nową spódnicę. Grażyna ubiera też aktorów na spektakle.|

Oczywiście! To kostium niejednokrotnie pomaga budować postać na scenie.. W przypadku spódnic Plissima ich niepowtarzalność i jakość aż bije ze sceny. Te spódnice same się poruszają, grają i tańczą na deskach teatru. Damska część widowni często po spektaklu dopytuje: a skąd ta spódnica? Jeśli chodzi o mnie.. dla mnie jedna klasycznie plisowana spódnica z pełnego koła to mnóstwo możliwości. Można się nią pobawić. Tworzy tak zwaną bazę stylizacji. Zmiana szpilek na trampki , koszuli na t-shirt i mamy zupełnie inny charakter stroju. Plis nie można się bać. Można je miksować dowolnie. Tym samym ciężko jest się znudzić taką spódnicą, bo za każdym razem wygląda się inaczej. Pięknie zrobione plisy są niesamowite, to jakiej sprężystości dostaje tkanina i jak pracuje podczas ruchu, potwierdzi każdy, kto widział spódnice Grażyny.

Grażyna: Splisowany materiał opowiada, współgra z ruchem aktorki na scenie. Wypożyczyłam spódnice do produkcji teatru telewizji Jana Englerta, zakochali się w nich, kupili do produkcji, już do mnie nie wróciły. Zresztą. Jedna czarna, plisowana spódnica wystarczy za wszystkie inne w szafie. Dwóch takich samym czarnych na próżno szukać na naszych wieszakach. Występują w pojedynczych egzemplarzach. Rozróżnia je krój, tkanina, rodzaj plis, ich szerokość, długość, jedne są z koronką, drugie z tiulem. To nas wyróżnia. Wyznajemy filozofię Slow Fashion. Nie konkurujemy z sieciówkami, jeśli chodzi o ceny i ilość, ale wygrywamy w wyścigu o jakość i niepowtarzalność. Plissima to nie tylko spódnice, to także sukienki. Projektuję minimalistyczne topy i eleganckie bluzy, które wraz ze spódnicami i spodniami z wysokim stanem stanowią idealnie dobrany zestaw, w którym sylwetka zyskuje najlepsze proporcje. Taki oczywisty i prosty a jednocześnie trudny do osiągnięcia. Mniej znaczy więcej, a klasyka w każdej sytuacji się obroni. Za to kocham plisy. A pomysł na Plissima zrodził się właśnie z miłości do plis.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Bądź pierwszy! Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *