Skip to content

Dla nas „LenMar” to jest takie dziecko

Opublikowano w Smaki życia

Świat transportu i spedycji kojarzy się powszechnie z męskim światem. Magdalena Pasik-Zagalska, właścicielka firmy LenMar, pokochała tę branżę od pierwszego dnia. Niech was nie zmyli kobiecy uśmiech i przyjemna dla oka uroda. To kobieta z ogromną determinacją, realizująca swoje marzenia krok po kroku. Zdecydowała się na współpracę z mężem, choć reprezentują zupełnie inny sposób myślenia. Nie wyobraża sobie jednak pracy z kimś innym. Owszem w domu także myśli się i rozmawia o pracy, ale my to po prostu lubimy – przyznaje.

Otworzyłaś tę firmę na przekór wszystkim?

Na moją decyzję miał wpływ splot różnych wydarzeń. Zanim otworzyłam własną działalność, pracowałam w innej firmie transportowej. W pewnym momencie mój szef postanowił wycofać się z rynku. Stwierdził, że działalność jest nierentowna. A ja zdążyłam pokochać tę pracę. Szkoda mi było tego okresu, w którym wypracowałam sobie biznesowe relacje. Miałam szczęście do ludzi. Przez cały ten czas mi pomagali, inspirowali mnie do działania. Współpracowałam ze świetnymi zleceniodawcami i podwykonawcami. Zaryzykowałam więc… Gdzieś w głowie miałam wizję tego jak chce to robić i z kim. Wierzyłam w siebie.

Zawsze pracowałaś z mężem?

Kiedy postawiłam na własną działalność, mąż także był w branży, ale pracował w innej firmie. Wtedy nasze firmy nie konkurowały ze sobą. Przyjmowałam nawet od nich zlecenia jako podwykonawca. Problem pojawił się, gdy zaczęłam rozkręcać spedycję morską. Nasze ścieżki zawodowe zaczęły się schodzić. Baliśmy się tego, że ktoś nam coś zarzuci, odbierze nasze działanie jako nieetyczne. Postanowiliśmy więc, że będziemy pracować razem. 

Jak wyglądały początki na własnym?

Mąż bał się przejścia do mnie, jednak z czasem bardzo sobie chwalił taką decyzję. Prowadzenie razem firmy dało nam większą elastyczność. Mogliśmy pogodzić obowiązki zawodowe i rodzicielskie. Trzeba było dać z siebie wszystko.

Był kryzys?

Jasne. Człowiek uczy się całe życie. Teraz np. stawiamy na wachlarz klientów, nie jesteśmy zależni tak bardzo od kogoś. Utrata Kontrahenta, porażki, niepowodzenia nie osłabiają nas dzisiaj tak, jak kiedyś. To przyszło jednak z doświadczeniem. Ciężkie chwile motywują mnie do działania. Jak dostaję kopa od życia to zagryzam zęby i idę do przodu. Najpierw odchoruję daną sytuację, ale potem walczę. Mam także wsparcie bliskich, wiem po co to robię i dla kogo. Poza tym jestem uparta i konsekwentna. To pomaga.

Potraficie rozdzielić pracę i dom?

Owszem w domu także myśli się i rozmawia o pracy, ale my to po prostu lubimy. Patrzymy jak ta nasza działalność się rozwija. Przychodzą jakieś nowe pomysły, szukamy kolejnych rozwiązań. To nas napędza, żyjemy tym. Staramy się jednak zachować jakaś równowagę, bo byśmy się wypalili, zwariowali.

Jak szukacie tej równowagi?

Wybieram się z mężem na randkę albo wychodzimy całą rodziną. Staramy się tak po prostu pobyć razem. Cudowną odskocznią jest także bieganie. Można zrzucić z siebie te wszystkie troski.

Czy taka wspólna praca nie przyczynia się do konfliktów w sferze prywatnej?

Trzeba wypracować sobie pewne rzeczy. Inaczej myślę ja, inaczej mąż. Ja działam bardziej intuicyjnie, on jest typowym analitykiem. Jest między nami ta nić porozumienia, która pozwala nam czerpać z jednego i drugiego sposobu myślenia. Staram się tak przekazywać mojemu mężowi wizje, żeby były dla niego wręcz namacalne. Wtedy dostrzega w tym moim działaniu sens. Tak było w przypadku inwestowania. Przekonałam Mirka, że czasami warto zrobić coś spektakularnego, żeby później to zaowocowało.

Taka kobieca intuicja?

Trochę tak. Jestem dobrym obserwatorem. Widzę mnóstwo rzeczy, zanim ujrzą światło dzienne. Nawet jeśli chodzi o konflikty w firmie, to umiem odbierać emocje ludzi i je przetwarzać. Wiem także jak rozmawiać z moimi pracownikami, jak sprowadzać pewne rzeczy na dobre tory.

Zawsze działałaś intuicyjnie?

Odkąd pamiętam działam w dużej mierze intuicyjnie. Niestety kiedyś odpuszczałam, bo miałam wrażenie, że skoro mąż jest bardziej doświadczony, to wie lepiej. Później okazywało się, że moje decyzje były słuszne, Mimo iż nie wynikały z chłodnych kalkulacji, a z jakiegoś przeczucia. Dzisiaj obstaję przy swoim, bo wiem, że to się sprawdza i da zamierzony efekt.

Skoro mówimy o typowo kobiecych cechach… to ugrałaś kiedyś coś swoją urodą?

Nigdy tego nie wykorzystywałam. Wydaje mi się, że mamy naprawdę fajnych klientów. Traktują nas po partnersku, przyjacielsku. Jesteśmy uczciwi i staramy się to pokazać. Nigdy nie próbowałam wykorzystywać pewnych rzeczy, bo jest to zwyczajnie niebezpieczne.

Poszłabyś jeszcze raz tą samą drogą?

Zdecydowanie tak. Jestem bardzo spełniona. Mam wszystko to, co chciałam, a nawet i więcej. Czasami człowiek boi się zagalopować ze swoimi marzeniami. A mi się wszystko udało. Nie boję się teraz sięgać po jeszcze śmielsze cele i pragnienia. Mam cudowne dzieci, satysfakcjonującą pracę i…ułożonego męża :).


Specjalne podziękowania dla Katarzyny Dowgiałło-Edel, właścicielki Restauracji Projekt 36.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Bądź pierwszy! Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *